Może pojadę w lipową aleję,
siądę pod lipą i będę rada.
Odwiedzę wieś swą, lasy i knieje,
łąki i pola, spotkam sąsiada.
siądę pod lipą i będę rada.
Odwiedzę wieś swą, lasy i knieje,
łąki i pola, spotkam sąsiada.
Może w swój smutek miodu naleję,
pragnę zobaczyć piękniejszy świat.
Może zobaczę przetarte ścieżki,
po których stąpał mój ojciec, dziad.
Tyś wieś kochana, tyś wieś rodzinna,
w niej zostawiłam dziecięce sny.
Miłe zabawy, piesze wycieczki,
pracę na roli, beztroskie dni.
Może zobaczę gdzieś kare konie,
może powącham czeremchy kwiat.
I ujrzę polne kwiaty w wazonie,
może gdzieś został świat z tamtych lat.
Tak chcę zobaczyć gniazdo bociana,
taniec żurawi tuż nad jeziorem.
Nacieszyć oczy niebem z gwiazdami,
i mleczną drogą późnym wieczorem.
Przywołam w sobie miłe wspomnienia,
kiedy żył tato i moja mama.
Siedzę pod lipą, mam trochę cienia,
ze wspomnieniami nie jestem sama.
Lipa już kwitnie i brzęczą pszczoły,
tak jak za dawnych dziecięcych lat.
Patrzę na swoją drogę do szkoły,
ach, jaki inny był wtedy świat.
Jeszcze bym chciała odwiedzić wioskę,
nim mi zabije ostatni dzwon.
Przypomnieć sobie życie beztroskie,
zobaczyć miejsce gdzie stał nasz dom.
Po naszym domu już nie ma śladu,
już nie zakwitnie wiosenny sad.
Będzie to moja ostatnia podróż,
w niezapomniany dziecięcy świat.
dn. 18.072015r.
autor – Jadwiga Urszula Szczęśniak
(zdj.pixabay)
