Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiersz z humorem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiersz z humorem. Pokaż wszystkie posty

Babcia i hulajnoga - powtórna nauka jazdy! - z humorem



Znalezione obrazy dla zapytania babcia na hulajnodze w kasku

Wiecie, co dziś wymyśliłam?
- hulajnogę  se kupiłam!
By nie zrobić "kapcia" z głowy,
kask kupiłam metalowy.
I ukradkiem się wymknęłam,
hulajnogę z sobą wzięłam,
dziś naukę rozpoczęłam!
Manewrowy plac wybrałam,
tam jeździłam i hulałam...

Lecz do czasu - przyszła zgraja
i zrobili z babci "jaja"!

Gdy mą jazdę zobaczyli,
to dopiero się wkurzyli...
A, że ciemno, że o zmroku,
okrążyli babcię wokół,
no i dali babci "czadu",
mnie ganiali z góry na dół.
Jadąc za mną wciąż się śmiali
i mi nogi podkładali.



Z hulajnogi wciąż spadałam,
potłuczone nogi miałam,
me kolana potłuczone,
te skrzypiące, posinione,
łokcie całe poskręcane,
łokietniki poskubane...

Kiedy już nie miałam siły,
one do mnie wciąż mówiły:
ty się podnoś babciu - wsiadaj,
nie narzekaj i nie gadaj!

Ty się z jazdą nie ociągaj
i pod nosem ty nie chrząkaj!
tylko dawaj babciu "czadu",
będziesz jeździć do obiadu!

Coooo?... do jutra?....Ty niemiła!
tak się wtedy przestraszyłam....

Ale nagle przyszły matki
i zabrały swoje dziatki.
Ja się wtedy nie przyznałam,
że tak ciężko z nimi miałam...
Było blisko do północy,
nie widziałam nic na oczy,
lecz pod lampę się dostałam,
wtedy siebie obejrzałam....

Hulajnogi już nie brałam,
kierownicy w niej nie miałam!...
Była cała rozdwojona,
jakby to nie była ona...
Jeden dzień na niej jeździłam,
do śmietnika wyrzuciłam!

Ooo!!! - ja babcia, ja nieboga,
po co mi ta hulajnoga?!
hmm...na dzisiaj mam dość jazdy,
w moich oczach same gwiazdy....

Mówię Wam, że nie dla ściemy,
by zdjąć kask miałam problemy,
bo był cały pozbijany,
aż na głowie miałam rany!
Spodnie całe postrzępione
wcześniej nowe założone,
broda cała pozbijana,
a na czole wielka rana!

Gdy wchodziłam już do klatki,
zobaczyły mnie sąsiadki,
to dopiero temat miały,
bo się tylko domyślały...

Ale szybko się wymknęłam,
drzwi za sobą zatrzasnęłam.
Tam do zdrowia dochodziłam,
wiecie co znów wymyśliłam?

I znów przyszło mi do głowy
iść na plac, ten manewrowy...
Ale teraz już na wrotki,
wieczór będzie znowu "słodki",
przyjdą dzieci - te wredotki..

Będzie jazda z dołu, z góry,
będą w babci łokciach dziury...
Ale cieszę się szalenie,
będzie nowe przedstawienie!....

Wiecie?... dla mnie nie ma sprawy,
ja Wam piszę dla zabawy.....

dn.24.08.2011r.
autor - Jadwiga Urszula Szczęśniak
(obrazki z internetu)

NIESPOKOJNY SEN


Oj, przepraszam znów zaspałam,
ja z podróży przyjechałam.

To nie tylko mnie dopada,
z tego też ja jestem rada...
Trudno zasnąć w cudzym domu,
nie zazdroszczę też nikomu.

Ciężka kołdra Cię przygniata,
lub puchowa w środku lata,
to za twardo na mą nóżkę,
za wysoko mam poduszkę...

Kiedy leżę już na boku,
to mam gwiazdy w jednym oku
i na wznak się wtedy kładę,
chcę "odjechać"  -  nie "odjadę",
patrzę w okno, gwiazdy liczę,
już tysięczna za księżycem...

I po ciemku z łóżka schodzę,
kapcie znowu źle założę
i wychodzę do łazienki,
mam już dosyć tej udręki.

Nooo - już teraz się położę
i pod głowę  "jasiek"  włożę.
Już zasypiam, znów się budzę,
jak ja się  w tej nocy nudzę!

Jak się zerwę, jak nie wstanę,
jak nie walnę głową w ścianę!..

Co ja widzę? - ale jazda,
w moich oczach wielka gwiazda!
Patrzę w sufit - nie zarwany!
widzę na nim dwa barany.

Coś mnie straszy, coś mnie dręczy,
noc bezsenna mnie zamęczy!
Znów się kładę, może zasnę,
jest już kwadrans po dwunastej!



Już "dziesiątki" odmówiłam
i z wizytą w Niebie byłam...
ale mnie tam też nie chcieli
i na Ziemie mnie ściągnęli.

Widzę siebie jak w dół lecę,
w czach mam niejedną  "świecę".
Ciemna otchłań, na niej gwiazdy,
mam już dość tej nocnej jazdy!

Już do domu bym jechała,
już pociągiem powracała.
Mam tam swoje  "cztery kąty",
po co babo ci ten piąty?



A Wam powiem po kryjomu,
nie ma jak we własnym domu!

Gdy już ranek, i gdy świta,
ja już jestem tak przybita...
Znów się kładę, może zasnę...
Wiecie!?- wstałam o dwunastej!

dn. 01.07.2011r.
autor - Jadwiga Urszula Szczęśniak
           (obrazki z internetu)

PSIE WESELE - bajka dla dorosłych



Tam pod lasem na polanie kundle się spotkały
i o swoich psich przygodach tak opowiadały:

 




Czy pamiętasz tę brzydulę co mnie uwodziła?
udawała pekińczyka, wcale nim nie była!
A pamiętasz tam pod lasem taką rudą, małą?
Ona kiedyś mnie ugryzła, bardzo mnie bolało!
Ja jej wtedy nie oddałem, bo nie wypadało...




Mój pan zawiózł mnie szybciutko do weterynarza,
on opatrzył mi mą ranę i użył bandaża.
I powiedział memu panu: to się często zdarza...
ale szybko się wyliże, pójdzie do ołtarza.




Ty mój bracie żebyś wiedział ile wycierpiałem,
a to wszystko przez tę rudą, którą pokochałem.
Ona kiedy mnie ugryzła to się przestraszyła,
nie wiedziała, że tak mocno wtedy ukąsiła.

Już na drugi dzień raniutko do mnie przyleciała
i stanęła pod mym płotem i mnie przepraszała.
W tym momencie o swej ranie całkiem zapomniałem,
wybaczyłem mej wybrance, znów ją odwiedzałem.




Powiem tobie przyjacielu, że ślub się odbędzie,
a ty stary na mym ślubie moim świadkiem będziesz.
A świadkową na mym ślubie będzie twa wybranka,
okazuje się, że ona - rudej koleżanka.

Na weselu będzie mama, cała ma rodzina,
o kuzynach i kuzynkach też nie zapominam.
Tylko mój kochany tata na ślub nie przyleci,
on od roku nie jest z mamą i ma dwoje dzieci.




Ale mama memu tacie też krewną nie była,
wyjechała na leczenie i piling zrobiła.
Tam poznała swego pana i z nim przyjechała,
może teraz będzie lepiej z wybrankiem swym miała.
On przystojny, owłosiony, bardzo wyszczekany,
moją mamę bardzo kocha i jest jej oddany.




Powiedz teraz przyjacielu co słychać u ciebie?




Jak mnie widzisz to się prawie wcale nie zmieniłem,
może trochę sił nabrałem i nieco przytyłem...
Jestem nadal kawalerem i mam powodzenie
i tak szybko mego stanu chyba nie zamienię...

Ta, o której mi wspominasz nie jest mą wybranką,
jest na razie tylko dla mnie dobrą koleżanką.
Już niedługo na twym ślubie wszyscy się spotkamy,
pobawimy się wesoło i powspominamy...




I odbyło się wesele, było huku wiele,
była cała ich rodzina, byli przyjaciele.
Pani Młoda w białej sukni i z tiulu w welonie,
a Pan Młody był w smokingu i z klipsem w ogonie.




A, gdy wszyscy byli pijani to dopiero wrzało,
na parkiecie psy się gryzły i wiele się działo...
Było smutno i wesoło, były piski, wrzaski,
było głośne ujadanie i były oklaski!...






Były lekkie zadrapania, były ciężkie rany,
a pan doktor - weterynarz był wciąż "rozrywany".
Miał też kilka operacji, życie im ratował,
wciąż pomocy im udzielał, wcale nie próżnował!




A nad ranem, gdy świtało, cicho się zrobiło,
psy ogony podkuliły i spokojnie było.




A po latach dwaj koledzy, gdy znów się spotkali,
to o sobie, o swym życiu, tak opowiadali:
Ja do dzisiaj dla swej żony zawsze wiernym byłem
i ci powiem, że swej żony nigdy nie zdradziłem.




Raz widziałem, jak mój sąsiad do niej się przystawiał,
czule głaskał ją po plecach, do grzechu namawiał...
Dobrze, że ja w samą porę to zauważyłem,
pogoniłem go za miedzę i ją uwolniłem.









Na to świadek, ten z wesela koledze powiada:

Słuchaj stary, kiedy w kwietniu były psie zaloty,
ty wiesz bracie ile miałem przy płocie roboty?
Powiem tylko przyjacielu, że się nie chcę żenić,
bo nie chciałbym swego życia na gorsze zamienić!

Wiem, że teraz ja już wiernym do końca nie będę
i kawalerskiego życia już się nie pozbędę.
Nie ma jak być kawalerem, wolnością się cieszyć,
mogę szczęściem się napawać i wcale nie grzeszyć...

Przyjedź do mnie mój kolego to się rozerwiemy,
polecimy na panienki i je poderwiemy.
Ja nie wierzę, że twa żona ciebie nie zdradzała...
ona pewnie przy twym płocie wielbicieli miała...

I nie warto być tak wiernym drogi przyjacielu,
ona ze mną cię zdradziła na waszym weselu...
A Pan Młody cóż z tym faktem nie mógł się pogodzić...




Rzekł do niego:




Zmykaj teraz do swej budy - mogę cię uszkodzić,
łapy tobie poprzetrącam, nie będziesz mógł chodzić...
Kudły twoje ci obetnę, szybko i w pospiechu,
gdy kolesie cię zobaczą, będzie kupa śmiechu.

Zęby tobie powybijam i pysk ci wydłużę,
uszy tobie ponadgryzam, wsadzę cię w kałużę...
Szczerbatego, kulawego nikt już nie poderwie,
a jak pójdziesz  "na podrywkę" to ci się oberwie.




Nawet, gdybyś chciał usilnie sobie żonę znaleźć,
nikt na ciebie już nie spojrzy, nie będziesz mógł szaleć...
Gdybyś kiedyś chciał mieć żonę, to nie znajdziesz żony!...
będziesz chodził już o lasce, będziesz przetrącony!...

I żałuję, że ja ciebie wcześniej nie spotkałem,
że ja wcześniej z tobą koleś się nie uporałem.
Bo byś ty już do tej pory łapy nie podnosił,
nie załatwiał się pod krzakiem i o nic nie prosił...




Ja dziś mógłbym ci narobić jeszcze krzywdy wiele,
już nie jesteś mym kolegą, ani przyjacielem.
Teraz zmykaj do swej budy i z niej nie wyglądaj,
a do mej kochanej żony, nigdy nie zaglądaj!!!




 dn.15.09.2009r.
autor - Jadwiga Urszula Szczęśniak
(obrazki z internetu)

"MOJE SYGNAŁY DNIA"....

Dziś jest wtorek, burza krąży,
lecz pobłyskać się nie zdąży,
trochę grzmiała, "się dusiła",
poszła sobie gdzieś niemiła.

A za oknem mokro, smętnie,
i mnie nie jest obojętnie,
ludzie mają hmm....kalosze,
ja kaloszy to nie znoszę!

Może wyjście swe odłożę,
jestem senna, się położę.....
Jak się wyśpię, znów powrócę,
z wiadomości coś dorzucę...

No i już jestem, się obudziłam,
bo, gdy zagrzmiało, się przestraszyłam!

A teraz słońce już zaświeciło,
lecz nie na długo, zaraz się skryło.
A na słoneczko dzieci czekają,
bo one przecież wakacje mają.

gify postacie

Niech im słońce ciągle świeci,
niech się cieszą wszystkie dzieci,
niech wakacje świetne mają,
niech nad morze wyjeżdżają.


Niech nasze dzieci wyjadą w góry,
niech wreszcie wyjrzy słońce zza chmury!


Jeszcze na dzisiaj hmm...nie skończyłam,
mam obowiązki, zajęta byłam.
I wiadomości już przeczytałam
a teraz będę nieco pisała...


Jak wszystko czytam, złość mnie rozpiera...
prezes napisał list do premiera!


     

Może nasz premier się nie przyznaje,
mówi: żadnych ja listów to nie dostaję.
Czemu nie doszedł? - przecież list z bliska,
może kabelki przegryzła myszka?

Prezes coś mówi już o przekopie,
już pod premierem hmm..."dołki kopie".
A tak naprawdę prezes szaleje,
bo chce przekopać samą Mierzeję.



Premier - odpowie...
a kto to wie, dobry to projekt,
czy może nie?!


Już z tym projektem w Brukseli byli,
oni go jednak nam odrzucili.
My poczekamy i zobaczymy,
co będzie dalej to usłyszymy!

Teraz będzie zagranica,
wschodni sąsiad nas "zachwyca"!
Ich rakieta już od rana
startowała jak pijana!!!

Słyszeliście co się stało?
Proton-M wystartowało!
Pracowały tęgie głowy,
aby start był wyjątkowy!


Ona ich nie usłuchała,
z kosmodromu się "wyrwała".
Start był szybki, jakiś "dziki",
mówią, że to jej silniki!


Kilka sekund w locie była,
i kierunek swój zmieniła!...
na kawałki  rozleciała,
"chmura ognia"  pozostała!


Niemożliwe?...co się stało?
czyżby części brakowało?
Gdzie są "ichne" inżyniery?
co się stało - do cholery!
jaki powód - jaki "bies?
miała wynieść GPS!!!


Komu "obciąć"  już wypłaty,
Rosja znowu liczy straty!


Może w konstrukcji był błąd ukryty,
że znów zniszczone trzy satelity.
Nie umieszczono ich na orbicie,
znów będzie próba - takie jest życie!

dn.02.07.2013r.
autor - Jadwiga Urszula Szczęśniak
(obrazki z internetu)

IRKA I "MURZYNEK"


Opowiem historię,
to się tak zaczyna
-panna Irka na wieś
przywiozła "Murzyna".


Dzisiaj to normalne,
dziś się nikt nie dziwi,

ale wtedy ludzie
byli podejrzliwi.


Szeptali po kątach
- skąd go ona wzięła,

przecież nie z Afryki
jego wytrzasnęła?


A najbardziej
dzieci jego oglądały,

bo tylko w czytance
"Murzynka" widziały!


A, gdy Irka na wieś
z "Murzynkiem" ruszyła,

zaraz "chmara" dzieci
za nimi goniła.


Każdy elementarz
z szuflady wyciągał

i "Murzynka Bambo"
na kartkach oglądał.


Potem znów biegł na wieś
i czekał na Irkę,

kiedy ona wyjdzie
ze swoim "Murzynkiem".


Nie mogła się ruszyć
- się zastanawiała...

po co z tym "Murzynkiem"
na wieś przyjechała?


A kiedy z "Murzynkiem"
w zbożu się schowała,

tam gromada dzieci
im się przyglądała.


To była przygoda
Irki i "Murzynka",

nigdy już go więcej
nie przywiozła Irka!


Dzieci są dorosłe,
swoje wnuki mają,
ale o tym jeszcze
ciągle wspominają.


I opowiadają
jak to panna Irka

w latach sześćdziesiątych
przywiozła "Murzynka"!


    dn.22.11.2009r.
autor-Jadwiga Urszula Szczęśniak

 

DLA TOLUNOWEJ GWIAZDKI

Teraz Ci sama chcę podziękować,
za Twoją mądrość, za Twoje słowa,
za to, że z Tobą dobrze się bawię,
tu na Tolunie, a nie w Warszawie.

Za nasze ranki i za wieczory
i za berety, za muchomory
i za waleNIE i za kreciki
i za opinie i za wierszyki.
i za ścierniska i za klepiska,
za to że teraz jest jazda śliska!
A nasz kolega miał wiele racji,
pisał, że beret w kanalizacji...
i koleżanka też rację miała,
kiedy o taczce nam napisała...

Myślę, że teraz się opłaciło,
cokolwiek będzie, cokolwiek było!

Za awatary i za fanfary,
wszystko to było, aż nie do wiary!
Wiele wyliczać by tego było,
ono na końcu się rozmnożyło!

Teraz nastąpi podsumowanie,
kto na Tolunie się tu ostanie?...
Tam w jednym końcu się narobiło,
jakby nikogo w oknie nie było!

Ja wiem, że jesteś "twardą osobą",
byłaś i jesteś i będziesz sobą!
Dziś ja niziutko Tobie się kłaniam
i nie zazdroszczę Twego zadania!

I cóż, że Wasze listy ukradła?...
Teraz się boi i cała zbladła...
Myślę, że beret się gdzieś ukrywa,
trochę inaczej się dziś nazywa.

Może w ukryciu cichutko siedzi,
ciągle się złości, pod nosem bredzi.
I pewnie długo już nie wytrzyma,
beret powróci, gdy przyjdzie zima!

Wtedy na głowę czapkę założy
i nowy rozdział w życiu otworzy...

Teraz jest sezon, ja lubię Rydze,
lecz muchomora sama się brzydzę!
Jak będę w lesie to go nadepnę,
kopnę, przetrącę, w  "makówkę" trzepnę!

To nic, że Rydz jest gładki, brązowy,
nie ma kropeczek, niekolorowy,
ale każdemu bardzo smakuje,
a muchomorem każdy się truje!

    dn.15.08.2011r.autor - Jadwiga Urszula Szczęśniak

ZAKOCHANY FAN

Czy Ty ją na pewno kochasz?
Czy Ty za nią tęsknisz, szlochasz?
Czy Ty nie masz chorych oczu?
Czy Tyś to na pewno poczuł?



A z obrączką od kolegi,
wyślij kogoś na przeszpiegi!

Gdzie z pieskami sobie chadza,
czy jej ktoś nie odprowadza?
Czy na pewno ma swe dziecię,
czy nam tylko bajki plecie?

Czy się bawi, czy piwkuje,
czy ją tylko ktoś częstuje?
Czy jest piękną, czy szaloną
i czy będzie dobrą żoną?

Jak kolega zrobi zwiady,
może wtedy nie dasz rady...
Będziesz bardzo zawiedziony
i odechce Ci się żony!...

dn.12.08.2011r.
autor -Jadwiga Urszula Szczęśniak

NIEKOMPLETNA LISTA TEJ 102


Lista długa na 102!...
czemu w niej nie jestem ja?
Czemuś żeś mnie ominęła,
ja tam udział też swój wzięłam!
Też pisałam o berecie,
o mrowisku i o krecie!...
O delfinie i rekinie
i o innej tam zwierzynie!...

Czemu tego nie widziałaś?
Czy na chwilę zaćmę miałaś?
Nie chcę być w niej pominięta,
chcę na listę być wciągnięta!
W złości już dostałam czkawki,
Twoja lista do poprawki!

Teraz proszę moja miła,
byś tę listę poprawiła!
Twoja lista nie jest zła,
lecz chcę z nimi być też ja!
Popraw listę znów datami,
wstaw mnie między linijkami...
Wtedy będzie na 102,
gdy na liście będę ja!

dn.02.07.2011r.
autor - Jadwiga Urszula Szczęśniak

TWOJA DZIEWECZKA

 

Tyś na "Tolunie" już chłopie znany,
boś w swej dzieweczce jest zakochany.
Dziś myśleliśmy, że już zginęła,
ale pod wieczór  skądś znów się wzięła!

Teraz rozumiem, gdzie ona była,
ona w szpitalu Cię odwiedziła.
Ona prezencik Tobie przywiozła,
czy Ty płakałeś jak sobie poszła?

Czy rozpatrzałaś jak Cię żegnała,
jak do "Toluny", do nas jechała?
Ty się zastanów chłopie kochany
i nie bądź głupi, w niej zakochany!

Reperuj zdrowie, do domu wracaj,
a sobie głowy nią nie zawracaj!
Po co Ci pieski, po co jej dziecię?
Po co Ci baba taka na świecie!

Tyś jest radosny, z wielkim humorem,
raniutko, we dnie i nad wieczorem.
I niech Ci humor wciąż dopisuje
i niechaj zdrowia Ci nie brakuje!

 dn.10.06.2011r.
autor - Jadwiga Urszula Szczęśniak

TEN CHŁOP TO CZŁEK HONORU


Tyś jak sam mówisz człek jest honoru,
więc między nami nie będzie sporu.
A na "Tolunie" Tyś jest człek znany,
powiem Ci więcej, Tyś jest kochany!

Tyś pijał wino z niejednej beczki,
walcz więc o serce swojej dzieweczki.
Nikt Ci nie zdradzi sekret skrywany,
opuścisz szpital, zobaczysz zmiany!

Jak Twa dziewczyna już się zmieniła,
dzisiaj jest inna jak kiedyś była...
Na pierwszej stronie jest tylko z rana,
jest wyciszona - Tobie oddana!

Coś Ty z nią zrobił? - zapytać muszę,
aż Wam zazdroszczę, chyba się wzruszę...


Poszła na kursy, będzie pracować
i w księgowości dalej rachować.
Będzie unijny z niej specjalista,
przyszła księgowa - baba ognista!

Ty swoje konto musisz pilnować
i sam w szwajcarskim banku pracować!
Nie szastaj groszem bracie kochany
i nie do końca bądź jej oddany!

 
dn.09.06.2011r.
autor - Jadwiga Urszula Szczęśniak

Psie wesele (bajka dla dorosłych)


Tam pod lasem na polanie kundle się spotkały
i o swoich psich przygodach tak opowiadały:



Czy pamiętasz tę brzydulę co mnie uwodziła?
udawała pekińczyka, wcale nim nie była!

A pamiętasz tam pod lasem taką rudą, małą?
Ona kiedyś mnie ugryzła, bardzo mnie bolało!
Ja jej wtedy nie oddałem, bo nie wypadało...

Mój pan zawiózł mnie szybciutko do weterynarza,
on opatrzył mi mą ranę i użył bandaża.
I powiedział memu panu: to się często zdarza...
ale szybko się wyliże, pójdzie do ołtarza.

Ty mój bracie żebyś wiedział ile wycierpiałem,
a to wszystko przez tę rudą, którą pokochałem.
Ona kiedy mnie ugryzła to się przestraszyła,
nie wiedziała, że tak mocno wtedy ukąsiła.

Już na drugi dzień raniutko do mnie przyleciała
i stanęła pod mym płotem i mnie przepraszała.
W tym momencie o swej ranie całkiem zapomniałem,
wybaczyłem mej wybrance, znów ją odwiedzałem.

Powiem tobie przyjacielu, że ślub się odbędzie,
a ty stary na mym ślubie moim świadkiem będziesz.
A świadkową na mym ślubie będzie twa wybranka,
okazuje się, że ona - rudej koleżanka.

Na weselu będzie mama, cała ma rodzina,
o kuzynach i kuzynkach też nie zapominam.
Tylko mój kochany tata na ślub nie przyleci,
on od roku nie jest z mamą i ma dwoje dzieci.

Ale mama memu tacie też krewną nie była,
wyjechała na leczenie i piling zrobiła.
Tam poznała swego pana i z nim przyjechała,
może teraz będzie lepiej z wybrankiem swym miała.
On przystojny, owłosiony, bardzo wyszczekany,
moją mamę bardzo kocha i jest jej oddany.

Powiedz teraz przyjacielu co słychać u ciebie?

Jak mnie widzisz to się prawie wcale nie zmieniłem,
może trochę sił nabrałem i nieco przytyłem...
Jestem nadal kawalerem i mam powodzenie
i tak szybko mego stanu chyba nie zamienię...

Ta, o której mi wspominasz nie jest mą wybranką,
jest na razie tylko dla mnie dobrą koleżanką.
Już niedługo na twym ślubie wszyscy się spotkamy,
pobawimy się wesoło i powspominamy...

I odbyło się wesele, było huku wiele,
była cała ich rodzina, byli przyjaciele.
Pani Młoda w białej sukni i z tiulu w welonie,
a Pan Młody był w smokingu i z klipsem w ogonie.

A, gdy wszyscy byli pijani to dopiero wrzało,
na parkiecie psy się gryzły i wiele się działo...
Było smutno i wesoło, były piski, wrzaski,
było głośne ujadanie i były oklaski!...
były lekkie zadrapania, były ciężkie rany,
a pan doktor - weterynarz był wciąż "rozrywany".


      

Miał też kilka operacji, życie im ratował,
wciąż pomocy im udzielał, wcale nie próżnował!

A nad ranem, gdy świtało, cicho się zrobiło,
psy ogony podkuliły i spokojnie było.

A po latach dwaj koledzy, gdy znów się spotkali,
to o sobie, o swym życiu, tak opowiadali:

Ja do dzisiaj dla swej żony zawsze wiernym byłem
i ci powiem, że swej żony nigdy nie zdradziłem.
Raz widziałem, jak mój sąsiad do niej się przystawiał,
czule głaskał ją po plecach, do grzechu namawiał...
Dobrze, że ja w samą porę to zauważyłem,
pogoniłem go za miedzę i ją uwolniłem.

Na to świadek, ten z wesela koledze powiada:
 
Słuchaj stary, kiedy w kwietniu były psie zaloty,
ty wiesz bracie ile miałem przy płocie roboty?
Powiem tylko przyjacielu, że się nie chcę żenić,
bo nie chciałbym swego życia na gorsze zamienić!

Wiem, że teraz ja już wiernym do końca nie będę
i kawalerskiego życia już się nie pozbędę.
Nie ma jak być kawalerem, wolnością się cieszyć,
mogę szczęściem się napawać i wcale nie grzeszyć...

Przyjedź do mnie mój kolego to się rozerwiemy,
polecimy na panienki i je poderwiemy.
Ja nie wierzę, że twa żona ciebie nie zdradzała...
ona pewnie przy twym płocie wielbicieli miała...
I nie warto być tak wiernym drogi przyjacielu,
ona ze mną cię zdradziła na waszym weselu...

A Pan Młody cóż z tym faktem nie mógł się pogodzić...
Rzekł do niego:

Zmykaj teraz do swej budy - mogę cię uszkodzić,
łapy tobie poprzetrącam, nie będziesz mógł chodzić...
Kudły twoje ci obetnę, szybko i w pospiechu,
gdy kolesie cię zobaczą, będzie kupa śmiechu.

Zęby tobie powybijam i pysk ci wydłużę,
uszy tobie ponadgryzam, wsadzę cię w kałużę...
Szczerbatego, kulawego nikt już nie poderwie,
a jak pójdziesz  "na podrywkę" to ci się oberwie.

Nawet, gdybyś chciał usilnie sobie żonę znaleźć,
nikt na ciebie już nie spojrzy, nie będziesz mógł szaleć...
Gdybyś kiedyś chciał mieć żonę, to nie znajdziesz żony!...
będziesz chodził już o lasce, będziesz przetrącony!...

I żałuję, że ja ciebie wcześniej nie spotkałem,
że ja wcześniej z tobą koleś się nie uporałem.
Bo byś ty już do tej pory łapy nie podnosił,
nie załatwiał się pod krzakiem i o nic nie prosił...

Ja dziś mógłbym ci narobić jeszcze krzywdy wiele,
już nie jesteś mym kolegą, ani przyjacielem.
Teraz zmykaj do swej budy i z niej nie wyglądaj,
a do mej kochanej żony, nigdy nie zaglądaj!!!

 dn.15.09.2009r.
autor - Jadwiga Urszula Szczęśniak

           (obrazki z internetu)

MOJE PISANIE

                              


Swoje myśli zapisuję gdzie tylko popadnie,
potem  tylko wszystkie zbieram i rymuję ładnie.
Jedne z nich są na karteczce, inne w "komóreczce",
jeszcze inne w zeszyciku i na kartoniku.                                       


I nie ważne czy to środek, koniec czy początek,
bo już do swojego wiersza mam jakiś zaczątek.

Czasem starczy jedno zdanie, wątek drugi, trzeci,
jak zaczynam swe pisanie, reszta sama leci!


Czasem trwa to jedną chwilę, czasem trochę dłużej,
a ja wtedy mam w swej głowie jedną "wielką burzę"!

Bo przeważnie piszę w nocy, wtedy mam najlepiej,
nikt mi w nocy nie przeszkadza, a ja wiersze „trzepię”! 


A nad ranem, kiedy świta i oczy otworzę,
to dopiero piszę wiersze -  już się nie położę!

Nieraz piszę swoje wiersze, gdy obiad gotuję,
swój długopis mam pod ręką i wciąż zapisuję. 


I nie mogę już poradzić, gdy z wnuczkiem się bawię,
a jak muszę coś napisać - na chwilę zostawię.

Wtedy słyszę: baba be be! - wnusiu do mnie krzyczy!
baba wraca znów do wnusia i z nim klocki liczy.                                        


Moje wiersze wciąż gdzieś błądzą i są w mojej głowie,
wiem, że minionego czasu nigdy nie nadrobię.

One we mnie wciąż gdzieś żyły, po głowie hulały,
może teraz, trochę późno do mnie zapukały. 


Dla mnie nie ma pory roku, dnia, ani godziny,
swoje wiersze piszę sama, nie może ktoś inny.

I ja już swojego czasu nie mogę rozłożyć,
nic nie mogę zaplanować i spokojnie pożyć. 


W mojej głowie burza mózgu i wciąż się kotłuje,
gdy napiszę - coś mi wyjdzie to się dobrze czuję.

Piszę również swoje wiersze, gdy mnie boli głowa,
tu dopiero w swoich wierszach jestem "odjazdowa"! 


Po co ci te wszystkie wiersze? - nieraz w kącie słyszę...
Odpowiadam: dla potomnych, dla potomnych,

Ja wciąż wiersze piszę…….. 


 dn.17.11.2009r.
autor - Jadwiga Urszula Szczęśniak
(obrazek z internetu)